Na Essen Motor Show fan motoryzacji i tuningu czeka jak dziecko na Mikołaja. Rok rocznie, już po raz 42, niemieckie miasto staje się światową stolicą tuningu. Miejsce to wyznacza trendy, pokazuje nowe kierunki rozwoju branży oraz gromadzi okazy, które potem miesiącami śnią się po nocach. Czy jednak magia Essen oparła się globalnemu kryzysowi, a recesja nie nadgryzła reputacji legendy ?

Pierwsze wrażenia były zdecydowanie pozytywne. Zaraz po wejściu na teren imprezy, przywitała nas fantastyczna ekspozycja Ferrari. Wymuskane do granic możliwości kultowe modele zgromadzone w jednym miejscu, robiły piorunujące wrażenie. Wśród takich perełek jak 250 GT SWB, 365 GTB, czy F40 bardzo łatwo zrozumieć, dlaczego samochody spod znaku czarnego ogiera otacza się na świecie takim kultem. Kolejnym miejscem, gdzie nogi same zwalniały kroku, była ogromna ekspozycja Brabusa. Ten niemiecki tuner przywiózł do Essen swoje najnowsze cuda. Mercedes ML 63 Biturbo, carbonowy Bullit, a przede wszystkim światowa premiera, bazującego na nowej E-klasie, B63S to samochody, które na nowo definiują pojęcie niemieckiej perfekcji. Zaraz obok tych wymiataczy znalazło się także miejsce dla całej gamy zmodyfikowanych Smartów. Solidną ekspozycję przygotowała też Skoda. Czeska marka, o ugruntowanej pozycji na niemieckim rynku pokazała, że nie musi być nudna. Zamiast prezentować kolejne wariacje kubków na napoje w nowej Fabii, do Essen zabrali swoje topowe modele. Świetnie prezentująca się Fabia WRC, oraz jej słabsza siostra S1600, umiejscowione na efektownie stylizowanym stoisku, same ściągały obiektywy w swoją stronę. Octavia RS + Concept wcale nie była w tej dziedzinie gorsza.
Kiedy otrząsnęliśmy się już po emocjach jakie zaserwowała nam pierwsza hala, ruszyliśmy w poszukiwaniu stoiska firmowego VW. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy po obejściu całej imprezy okazało się, że go po prostu nie ma! Podobnie z resztą jak Audi, czy BMW. Zauroczeni ubiegłorocznymi ekspozycjami, tym razem kryzys wylał nam na głowy wiadro lodowatej wody. Jedyne salony, które były obecne na 42 edycji imprezy, to Skoda i Fiat. A raczej Abarth, bo samych włochów w wydaniu oficjalnym, również nie uświadczyliśmy. Czołowi tunerzy też w większości byli nieobecni. Oprócz wspomnianego Abartha, świetnie zaprezentował się Brabus...i to wszystko. Cała reszta to firmy niezależne, które na szczęście mają się dobrze. Pierwszym z VW, który przykuł naszą uwagę, był wściekle zielony Scirocco, prężący się na stoisku TUV Nord. Poruszający się na nowym wcieleniu obręczy ASA AR1, uzbrojony w agresywny bodykit JE Design, prezentował się bardzo atrakcyjnie. Warto też zauważyć, że ubiegłoroczna Scirocco-mania lekko osłabła. Co chyba wyszło temu modelowi na dobre, bo tym razem nie odczuliśmy przesytu spowodowanego nadmiarem interpretacji nowego sportowca z Wolfsburga.

RDX zaprezentował swoją wizję Golfa 6-tej generacji. Szarobłekitny metalik świetnie współgrał z 19-calowymi obręczami Oxigin. Pakiet aerodynamiczny zastosowany w samochodzie jest na tyle powściągliwy, że powinien trafić w gusta większości fanów marki. Bardziej odważne modyfikacje mogliśmy zobaczyć na stoisku WheelsCompany. Kolejne Scirocco, było chyba najbardziej pogrzebanym stylistycznie wozem na targach. Głęboki jak studnia bordowy lakier, carbonowe wykończenia, fantazyjne malowania aerografem zwieńczone pinestripe'ingiem - musiało sie podobać. W nadkolach ogromne felgi Asanti, a w środku prawdziwa skórzana orgia. Niespotykane przeszycia, przeplatane z carbonowymi wstawkami robiły kapitalne wrażenie. Przy samochodzie gromadził się tłum generujący korki rodem z Tokyo. Wszak było na co popatrzyć.
Organizacja Tune it! Safe!, w tym roku przygotowała BMW 123 d Coupe. Po zmodyfikowanym dla niemieckiej policji Sirocco, w tym roku przyszła kolej na najmniejszą z Beemek. Zastosowany przy budowie kompletny bodykit AC Schnitzer, skierował design patrolowej "jedynki" w stronę w pełni użytecznego showcar'a. 20 calowe felgi, sportowe zawieszenie, czy układ wydechowy, także sygnowane są logo ACS. Po zmianach w jednostce napędowej policyjne coupe legitymuje się mocą 241 koni mechanicznych, oraz 480 Nm momentu obrotowego. A co najważniejsze, samochód wygląda bardzo spójnie i chyba każdy bez bólu dałby się mu zatrzymać na drodze.
Kolejne perełki znaleźliśmy w Essen Underground. Miejsce, gdzie co roku można znaleźć szalone wizje prywatnych tunerów tym razem prezentowało marny poziom. Fatalnie wykonane, niespójne projekty nasuwały pytania, czy rzeczywiście powinny sie tu znaleźć. Na szczęście w tej bece dziegciu znalazło się też kilka kropel miodu. Stojące w kącie hali, jakby zawstydzone, dwa klasyczne Volkswageny wyrywały z butów. Golf MK1, oraz Caddy pokazały, jak należy tuningować te samochody. Absolutnie G-Style'owe, wymuskane do granic możliwości nadwozia stanowiły jedynie opakowanie dla detali, o które zadbano z niespotykaną dokładnością. Pod maskami wypolerowano i pozłocono wszystko co się da. Te same zabiegi zastosowano w nadkolach. Wnętrza to skórzana wstrzemięźliwość i cała masa dodatków z epoki. Te klasyki potrafiły zachwycić. W podziemiach mieliśmy okazję przyjrzeć się także customowemu Garbusowi, zmodyfikowanemu w iście Hot Rod'owym stylu. Brak dachu, błotników i wszystkiego co zbędne zrobił z niego minimalistycznego wymiatacza, który niesamowicie przyciągał wzrok. Chromowane detale, pinestripe'ing oraz felgi z Porsche idealnie dopełniły obrazu całości.

Jeśli przy Hot Rod'ach jesteśmy, należy wspomnieć o ich solidnej ilości zgromadzonej na targach. Fantazja niemieckich projektantów nie ustępuje niczym amerykanom, a w tym roku mogliśmy się o tym przekonać na własne oczy. Stare skorupy, w które tchnięto nowe życie i dopalono potwornie mocnymi silnikami prezentowały się powalająco. Tak Rat Rody, jak i wypieszczone Hot'y ukazywały piekno i charakter amerykańskiej motoryzacji. Na imprezie pojawiło się także kilka klasycznych Muscle Car'ów, takich jak wszelakie wariacje Corvetty, czy innych Chevy z logo SS na grillu. Nad wszystkim dominował jednak błyszczącobrązowy Hummer H2, który zmieścił w swoich przepastnych nadkolach 30-calowe, chromowane obręcze.
Wśród klasyków można było wypatrzeć także zacne cuda. Kilka Mercedesów 300 SL stanowiło preludium do niesamowitego egzemplarza, jakim niewątpliwie był Gullwing Dragstar. 1050 koni mechanicznych, produkowanych przez silnik o pojemności 6,9 litra jest w stanie w 8 sekund katapultować ten bolid poza granicę 400 metrów. Z całej plejady kultowych wozów, zdecydowanie największe wrażenie robił jednak najszybszy na świecie Rols Royce. Zbudowany na bazie Silver-Shadow'a z 1970 roku potwór, generuje 1350 gotowych do sprintu rumaków. Cala ta moc produkowana jest w niebywale pięknym, w całości chromowanym piecu, majestatycznie wystającym przez otwór w masce. Dzięki zawieszeniu Air Ride, prześwit samochodu może być dowolnie regulowany, a obcesowo amerykańskie felgi chowają się nadkolach. Wnętrze tej bestii uzbrojono w klatkę bezpieczeństwa i w całości wykończono koniakową skórą.

Essen to także nowe trendy. Tym razem, na terenie galerii zaprezentowano najśmielsze customowe projekty europejczyków. Mercedes pokazał bolid, o wdzięcznej nazwie Concept Fascination. To trzydrzwiowe combi jest synonimem luksusu. Panoramiczny przeszklony dach i brak słupków bocznych, przy nietypowej konstrukcji nadwozia, wzbudzają ogromne emocje. Szwajcarski Sbarro jak zwykle uderza w sektor sportu. Orbital Hybrid może być w przyszłości odpowiedzią na KTM X-bow. Porażające są zastosowane w nim rozwiązania przeniesienia napędu. Długo nie mogliśmy zrozumieć, w jaki sposób ten samochód trzyma się na kołach. Prawdziwą wisieńka na szczycie tortu było jednak polerowane na lustro Audi R8 5.2. Zdecydowanie najbardziej błyszczący samochód targów.
Szkoda, że trendów nie udało się nam dostrzec w stricte tuningowych dziedzinach. Prezentowany przez producentów asortyment nie zaskoczył nas niczym nowym.Skutków recesji nie odczuwa chyba jedynie odłam rynku parający się produkcją felg aluminiowych. Hala nr 2 została bowiem w całości wypełniona stosikami producentów obręczy, którzy prezentowali swój potężny asortyment. Niewątpliwie daje się zauważyć tendencję, do jak największej customizacji swoich felg. Nikogo nie dziwią już żywe kolory rotorów w BBS'ach, czy oklejane wymyślnymi motywami ranty w Barracudach. Czołowe firmy, jak co roku, zaprezentowały nowe modele, które jednak specjalnie porywające nie były. Pozytywnym jest jednak fakt, że akurat w tym tuningowym segmencie pasja ciągle wygrywa z księgowymi.

Kiedy przemieszczaliśmy się po wypchanych halach Essen Messe i przyglądaliśmy się prezentowanym propozycją, nasuwało się nam do głowy jedno stwierdzenie - wszystko to już kiedyś gdzieś było. Może nie w tych kolorach, może z innych materiałów, ale gdzieś to już widzieliśmy. Uczucie deja-vu towarzyszyło nam niemal przez całą imprezę. Po spokojnym podsumowaniu weekendu spędzonego na targach można śmiało stwierdzić, że zaskakujące nas patenty można było policzyć na palcach jednej ręki. Brak głośnych premier, nieobecność czołowych marek i ich nadwornych tunerów, stagnacja w innowacyjnych pomysłach - taki obraz 42 Essen Motor Show zostaje nam w głowach po tegorocznej imprezie. Na pewno nie była ona zła, jednak na pewno nie wzbudziła w nas tyle emocji, co jej poprzednie edycje.